Kazanie ks. bpa Marcina Hintza wygłoszone w Turku w 1. Niedzielę Pasyjną

Kazanie ks. bpa Marcina Hintza wygłoszone w Turku w 1. Niedzielę Pasyjną

  Diecezja Pomorsko-Wielkopolska   |   Dodano:     16.03.2017 22:40

Kazanie wygłoszone przez ks. bpa Marcina Hintza w Turku, dnia 5 marca 2017 roku w 1. Niedzielę Pasyjna – Invocavit z okazji wprowadzenia nowej Rady Parafialnej.

 Tekst kazalny:

1.A wąż był chytrzejszy niż wszystkie dzikie zwierzęta, które uczynił Pan Bóg. I rzekł do kobiety: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie ze wszystkich drzew ogrodu wolno wam jeść? 2.A kobieta odpowiedziała wężowi: Możemy jeść owoce z drzew ogrodu, 3.tylko o owocu drzewa, które jest w środku ogrodu, rzekł Bóg: Nie wolno wam z niego jeść ani się go dotykać, abyście nie umarli. 4.Na to rzekł wąż do kobiety: Na pewno nie umrzecie, 5.lecz Bóg wie, że gdy tylko zjecie z niego, otworzą się wam oczy i będziecie jak Bóg, znający dobro i zło. 6.A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł. 7.Wtedy otworzyły się oczy im obojgu i poznali, że są nadzy. Spletli więc liście figowe i zrobili sobie przepaski. 8.A gdy usłyszeli szelest Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w powiewie dziennym, skrył się Adam z żoną swoją przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu. 9.Lecz Pan Bóg zawołał na Adama i rzekł do niego: Gdzie jesteś? 10.A on odpowiedział: Usłyszałem szelest twój w ogrodzie i zląkłem się, gdyż jestem nagi, dlatego skryłem się. 11.Wtedy rzekł Bóg: Kto ci powiedział, że jesteś nagi? Czy jadłeś z drzewa, z którego zakazałem ci jeść? 12.Na to rzekł Adam: Kobieta, którą mi dałeś, aby była ze mną, dała mi z tego drzewa i jadłem. 13.Wtedy rzekł Pan Bóg do kobiety: Dlaczego to uczyniłaś? I odpowiedziała kobieta: Wąż mnie zwiódł i jadłam. 14.Wtedy rzekł Pan Bóg do węża: Ponieważ to uczyniłeś, będziesz przeklęty wśród wszelkiego bydła i wszelkiego dzikiego zwierza. Na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni życia swego! 15.I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę. 16.Do kobiety zaś rzekł: Pomnożę dolegliwości brzemienności twojej, w bólach będziesz rodziła dzieci, mimo to ku mężowi twemu pociągać cię będą pragnienia twoje, on zaś będzie panował nad tobą. 17.A do Adama rzekł: Ponieważ usłuchałeś głosu żony swojej i jadłeś z drzewa, z którego ci zabroniłem mówiąc: Nie wolno ci jeść z niego, przeklęta niech będzie ziemia z powodu ciebie! W mozole żywić się będziesz z niej po wszystkie dni życia swego! 18.Ciernie i osty rodzić ci będzie i żywić się będziesz zielem polnym. 19.W pocie oblicza twego będziesz jadł chleb, aż wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz. (1 Mż 3,1-19).

 

Drogi Zborze, bracia i siostry w Chrystusie,

w minioną środę wkroczyliśmy w czas pasyjny, w czas szczególnego przeżywania przez nas prawd zapisanych w Piśmie Świętym, przeżywania Bożego objawienia. Rozpoczęliśmy czas pasyjny w Dzień Pokuty – Środę Popielcową, od refleksji nad słowami, które stanowią ostatni wers dzisiejszego tekstu kazalnego: „Prochem jesteś i w proch się obrócisz”. To słowo na początku pasyjnej drogi ma nam uświadomić naszą grzeszność. Podobnie jest z przesłaniem dzisiejszego tekstu z 3. rozdziału pierwszej biblijnej księgi, mówiące o upadku człowieka w grzech, albo jak to bywa ujmowane, o grzechu pierwszych ludzi – o grzechu pierworodnym.

Żyjemy obrazami związanymi z tą historią. Najbardziej znany jest chyba obraz Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej Wygnanie z raju, gdzie, zgodnie z ówczesną sztuką, na jednym obrazie ukazane zostaje to wszystko, co usłyszeliśmy w ciągu tej długiej przecież historii. Drzewo, wąż z ludzką twarzą wyciągający owoc w kierunku Adama i Ewy i z drugiej strony anioł z mieczem, który wypędza pierwszych ludzi z Ogrodu Eden. Udają się oni w wędrówkę, mówiąc inaczej – w tułaczkę – w daleką drogę, która swoje zwieńczenie znajduje na krzyżu Golgoty. Ta droga człowieczeństwa prowadzi od upadku w grzech po usprawiedliwienie, gdy Ten, który był prawdziwie człowiekiem i Bogiem, umiera za nas wszystkich na krzyżu.

Czas pasyjny to też wędrówka. I to nie tylko wędrówka intelektualna. Powinna być to nasza prawdziwa droga z Chrystusem przez wszystkich sześć pasyjnych niedziel. Motywem wiodącym tej drogi jest słowo, które wypowiedział sam Jezus do uczniów: „Oto idziemy do Jerozolimy, i wszystko, co napisali prorocy, wypełni się nad Synem Człowieczym. Wydadzą go bowiem poganom i wyśmieją, zelżą i oplwają, a ubiczowawszy, zabiją go, ale dnia trzeciego zmartwychwstanie” (Łk 18,31-33). Czas pasyjny ukazuje nam właśnie tę drogę Jezusa: od proklamacji owej wędrówki, rozpoczęcia drogi do Jerozolimy, przez wszystkie miejsca z tym związane, po triumfalny wjazd w Niedzielę Palmową, ustanowienie Komunii Świętej – Wieczerzy Pańskiej w Wielki Czwartek i w kulminacji odnajdujemy Chrystusa na Wielkopiątkowym nabożeństwie pod krzyżem Golgoty. Kroczymy więc do Jerozolimy i nie chcemy, Drodzy, by to była tylko intelektualna wycieczka, tylko przemyślenia, ale by ta droga była prawdziwie naszym egzystencjalnym wyzwaniem, byśmy utożsamili się z uczniami, z kolejnymi etapami owej drogi, byśmy patrzyli na Jezusa i odczuwali to wszystko, co było udziałem uczniów: radość, triumf, niewinność Chrystusa, Jego miłość, a zarazem i upadek, gdy rozproszeni bez Mistrza – tak się czując – stracili swoją wiarę w Jego Boskość, Jego moc. Tak jak i u uczniów pojawia się wtedy u nas obojętność, zdrada – jak w przypadku jednego z apostołów, czy też dwóch, jeśli wliczymy w to również Piotra. Obojętność, lęk i ucieczka – to wszystko wydarzyło się na drodze z Galilei do wzgórza Golgoty. A źródłem owego lęku, podłości, obojętności, zdrady, zepsucia jest nasza ludzka kondycja – grzech – o którym tak plastycznie pisze autor księgi Genesis, zwanej po hebrajsku Bereszit, księga początku.

Bóg stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje, a w tej historii pokazał nam, jak człowiek wybrał samodzielnie inną drogę, drogę autonomii, poszukiwań samego siebie na własną rękę i na własnych zasadach. Dla wielu ta historia wygląda jak baśniowa opowieść o Bogu, ludziach, wężu i aniele z wirującym mieczem, który wypędza pierwszych ludzi z raju. Wielu z nas ma takie wyobrażenie, jakie miał, przed niemal pięciuset laty, Michał Anioł – plastyczne, namacalne, jak byśmy tam niemalże byli. Wielu krytyków chrześcijaństwa i judaizmu wyśmiewa dzisiaj ową wizję, pokazując jej naiwność, czy niedostosowanie do współczesnych czasów. Ale prawdziwie wielcy filozofowie, nawet żarliwi krytycy chrześcijaństwa, odnajdują w tej historii nieprawdopodobne nagromadzenie sensów, symboli i obrazów.

I my chcemy się każdorazowo na nowo przyglądać historii Adama i Ewy. Bowiem w oryginalnym tekście hebrajskim słowo „Adam” zostaje użyte bez rodzajnika – czyli nie chodzi o jakąś konkretną osobę o imieniu Adam, ale o człowieka. Adam to człowiek, to każdy z nas, obecny w tym kościele i obecny poza murami tego kościoła: wierzący, niewierzący, wątpiący, poszukujący. Adam i Ewa to my. To my, którzy musimy każdego dnia konfrontować się z pytaniem: „skąd się bierze zło?”. I odnajdywać każdorazowo odpowiedź na to pytanie właśnie w tej historii. Bo niezmienna pozostaje ludzka natura, rzeczywistość, która ujęta jest w ów baśniowy opis, która ukazuje najważniejsze przesłanie: zerwanie więzi człowieka z Bogiem. Odejście od tego, co objawia nam Bóg i postawienie na swoim – autonomia – przeciw temu wszystkiemu, co Bóg nam daje w teonomii, czyli w swoim prawie, w swojej woli, mówiąc o tym, co jest prawdziwie dobre dla każdego człowieka. Człowiek wybiera za podszeptem kusiciela, szatana, zobrazowanego w postaci węża, jego podpowiedź: „będziecie jako Bóg, znający dobro i zło”. Wybiera umiejętność decydowania, wybierania i jego zapowiedź „na pewno nie umrzecie”. Szatan oferuje więc ludziom inną wizję życia, wizję bez Boga, człowieka, który sam wybiera, co jest dobre i złe. I trzeba było, Drodzy, tysięcy lat, aby sformułować dopiero na podstawie tej historii naukę o grzechu pierworodnym. Dopiero św. Augustyn w swoim traktacie sformułował tę naukę, która nam się wydaje być oczywista, że konsekwencją grzechu pierworodnego naszych prarodziców jest to, że my jesteśmy grzeszni. Ale to jest uproszczenie, zrzucanie winy na kogoś innego, powiedzenie: „masz mnie Boże takiego, jakiego mnie stworzyłeś, to nie moja wina, to wina Adama i Ewy, moich prarodziców i wszystkich pokoleń następujących po nich, że na ziemi jest grzech”. Ale przecież to my zrywamy więź z Bogiem, my opowiadamy się tak często po stronie zła, nie składamy świadectwa ze strony tego, co jest dobre i idziemy własną drogą, którą nakreśliłem mianem autonomii.

Augustyn jednak starał się nakreślić na czym polega prawdziwa istota grzechu, nie upraszczał. Mówił, że to jest hybris – ludzka pycha. Pycha, czyli postawienie na swoimi, egotyzm, a nie teocentryzm, stawianie siebie w centrum świata, a nie Boga. To jest źródło grzechu, które rodzi kolejne grzechy, a na przykładzie Adama widzimy konsekwencje raz podjętych działań: wrogość, zawiść, zaborczość, ogromne napięcia, które rodzą się w domach, w rodzinach, w lokalnej społeczności, napięcia między narodami i wielki strach we współczesnym świecie. Jak wiele zazdrości jest w dzisiejszym świecie! Jedne narody zazdroszczą drugim. Zazdrościmy tym, którzy są bogatsi, a ci, co są biedniejsi od nas, nam zazdroszczą tego, co mamy i chcieliby tutaj zamieszkać. My się zamykamy i obdarzamy się wzajemnie wrogością i nieufnością w skali mikro, w skali domu, rodziny, i makro – parafii, Kościoła, stawiamy swoje interesy nad innymi, a grzech pączkuje i rodzi coraz to nowe owoce. I wtedy, gdy tak się dzieje, Bóg wkracza w nasze życie, przychodzi i mówi do nas: „gdzie jesteś człowieku?” albo według innego tłumaczenia: „gdzie byłeś Adamie?”.

To pytanie jest kierowane do nas zawsze i wszędzie: gdzie byłeś, gdy dział się wielki grzech? Gdzie jesteś człowieku, gdy wzmaga się nienawiść między ludźmi? Co czynisz, by temu przeciwdziałać? Wielkie świadectwo odpowiedzi na to pytanie dał niemiecki chrześcijanin, pisarz Heinrich Böll w książce zatytułowanej właśnie Gdzie byłeś Adamie?. Późniejszy noblista pyta swoich rodaków, pyta samego siebie, gdzie oni byli, gdy rodziła się wojna, nazizm, nienawiść, obozy koncentracyjne, pyta się wobec tych, którym się wydaje, że byli z tym wszystkim zupełnie niezwiązani. I to jest wciąż aktualne pytanie stawiane nam wobec wydarzeń, które się wokół nas dzieją. Gdy widzimy, że dzieje się zło, gdy ten grzech pączkuje, czy możemy stać obojętnie? Albo mówić, jak ów pierwszy człowiek: „Kobieta, którą mi dałeś, aby była ze mną, dała mi z tego drzewa i jadłem”? Zrzucenie winy na drugiego. To nie ja – ja byłem tylko świadkiem, milczałem, inni zabijali, palili, inni dzisiaj głoszą nienawiść, a ja tego nie zauważam. To ciągle aktualne pytanie stawiane nie tylko powojennej generacji, która musiała się z nim zmierzyć, ale pytanie, które ciągle trzeba roztrząsać i do niego powracać. I nie jest wyjściem pewna droga, którą obrał syn ewangelickiego duchownego, niemiecki filozof Fryderyk Nietzsche, mówiąc, że człowiek musi stanąć poza dobrem i złem – w nawiązaniu do słów dzisiejszego tekstu – i musi się wyzwolić z owej niewoli ciągłego oceniania i wartościowania. Nietzsche ogłasza więc koniec moralności i mówi, że trzeba iść nową drogą, wspiąć się na wyższy poziom, na nadczłowieka. I w nawiązaniu do Bölla możemy zobaczyć do czego doprowadziło takie myślenie, że jedni są nadludźmi, inni podludźmi, a ci pierwsi mają prawo tamtych traktować gorzej niż zwierzęta. To wszystko, Drodzy, jest zawarte w przesłaniu dzisiejszego tekstu. Choć te pytania wydają się nam może dalekie, z XIX albo połowy XX wieku, to jednak one ciągle są żywe, nawet w naszych najmniejszych wyborach. Czy głosimy miłość, pojednanie? Czy rozpoznajemy, że rzeczywiście Bóg jest źródłem tego, co dobre, a nie tego, co złe? Jeśli tak jest, to wtedy idziemy drogą podążania za Bogiem, a to jest droga naśladowania Jezusa, pójścia z Nim aż do Jerozolimy, do samego końca, do wzgórza Golgoty i pozostania przy Nim, gdy inni Go opuszczą. On staje więc dzisiaj jako nowy Adam, nowy człowiek na naszej drodze. Prawdziwy człowiek i Bóg, który żył w doskonałej łączności z Bogiem, wypełniał Jego wolę, gdy modlił się tuż przed śmiercią wołając: „niech Twoja wola się stanie, a nie moja”. Ten, który jako nowy Adam całkowicie poddał się woli Ojca, doszedł do Jerozolimy, sam niósł swój krzyż na wzgórze Golgoty, by na tym krzyżu za nas umrzeć, dając nam doskonałe pojednanie z Bogiem. I dzięki tej Jego ofierze my możemy na nowo spojrzeć na naszą egzystencję, na nasz stosunek do Boga, możemy dzięki Niemu poprawiać międzyludzkie relacje w naszej rodzinie, w parafii, społeczeństwie, w naszych miastach i wioskach, w których żyjemy. Bo On zapewnia nas o odpuszczeniu grzechów, przebaczeniu i zaprasza nas do wędrówki z Nim, do Królestwa Niebiańskiego. To nie będzie już ten raj opisany baśniowo w pierwszych rozdziałach Bereszit, ale będzie to doskonała bliskość z Bogiem. Nie wiemy jak ona będzie wyglądać, ale mamy tę nadzieję, którą On nam z krzyża przekazał: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, będziesz ze mną w raju”.

Amen.



comments powered by Disqus comments powered by Disqus